blog.

Zadumany łoś(sza)

Zadumany łoś(sza)

Czas na chwilę przeżuwania. Zatrzymania nad tym co pożerane było po nocy, w pośpiechu. Szpilka po szpilce, jakiś porost, trochę suchej trawy. Czas na spokojne zmierzenie się z tym co w nas, co wokół. Strzyżenie uszami, ale takie bez strachu. Raczej radar rozpoznający kto swój a kto obcy. Czasem przekręcany łeb z wielką powolnością, uwagą i precyzją, tak by anteny uszu mogły jeszcze wyłapać jakiś dalszy impuls. Furkot cietrzewia, miauk sójki syberyjskiej czy cichutkie zaczepy sikory północnej. W tym samym czasie gdy tajga zanurzała się w zimowej ciszy, nieco dalej, za lasem już, setki pojazdów wojskowych, tysiące żołnierzy z ponad dwudziestu państw NATO prowadziły ćwiczenia w Arktyce. Jakie różne dwa światy. Mijane czołgi, wozy transportowe, różne dziwne pojazdy, których nie widać normalnie na ulicach. Do tego młodzi ludzie w mundurach, uśmiechnięte dziewczyny i chłopcy. Zderzenie dwóch światów. Cichej przyrody, która trwa tu od tysięcy lat i strachu, który wywołuje jakiś niedowartościowany tyran, nie pierwszy już i zapewne nie ostatni w historii człowieka. Trudno być między tym wszystkim. Gdy uciekasz ze Środkowej Europy by szukać myśli w spokoju Arktyki, a tam masz wszystkich z całej Europy, którzy przypominają ci, że wschód nigdy nie był demokratyczny. W środku zimy, w środku marzeń widzisz łosie i czołgi, głuszce i moździerze, kruki i  karabiny. Mała ta kula ziemska, a ludzie nie tylko depczą miejsce gdzie żyją ale i samych siebie. Na szczęcie, gdy minął czas armii, w górach, na mroźnych pustkowiach znów pojawiły się łosie, które w asyście zorzy polarnej obgryzały gałązki brzóz karelskich.  Warto się zadumać nad tym dokąd to wszystko prowadzi. Dziś wydaje się być na to dobry dzień.

Kilka metrów dalej, w pościeli ze śniegu roczny łoszak bawił się gałązką sosny…

 

Udostępnij:
Skip to content