Wrotycz grudniowy
Małe słoneczka rozsiane na walczących o życie łodygach. Wrotycz. Mimo grudniowych, krótkich dni zaciszna leśna droga o wystawie południowej, utrzymuje przy życiu kilka kwitnących wrotyczy. Droga mleczna słońc wrotyczowych. Gasnąca galaktyka lata. Grudzień. Zmienił się krajobraz zimy. Jesień trwa zimą, wiosną jest zima, lato jest jesienią, jesienią jest wiosna, zimą jest jesień. Nigdy nie wiesz. Zima. Jan Twardowski ma 6 pór roku, z jesienią, w której „kalosz przecieka”. Nie miał on wrotyczowej zimy, miał mróz, śnieg, gołoledź. Pisał: „… w grudniu kocha podaje nam ręce na śmierć grzecznie ubrana choinka…”. Dziś wrotycz niegrzecznie puszy się na słońcu, które zapala jego koszyczki. Bezczelnie łamie fenologiczne ustalenia. Życie mimo, że śmierć byłaby tu naturalną kolejnością, czasem trwa na przekór wszystkiemu. Wrotycz grudniowy. Nawet pachnie nadal, nawet kusi zdezorientowane owady, które lecą do słońc drogą leśną, drogą mleczną, zacisznym lasem.
No to może na dziś wiolonczela Dobrawy Czocher, może być ta z Hanią Rani, może być bez. Każda Dobrawa zagra dziś przy leśnej drodze, przy słońcach wrotyczu.
Jan Twardowski pojawił się tu z tomiku „Sześć pór roku”, wydawnictwo ZNAK, Kraków 1995.