Rękodzieło przyrodnicze
Są dwa podejścia do ochrony przyrody. Obydwa słuszne i potrzebne. Pierwsze to „nature conservation” czyli ochrona przyrody polegająca na zachowaniu procesów. Takie podejście nadaje się do starolasów, łągów nadrzecznych, puszcz wszelakich, lasów górskich, tego co powyżej lasu w górach. Oczywiście przykładów można by pokazywać więcej, chodzi mi o zrozumienie różnicy. Drugie podejście to „nature protection” czyli czynna ochrona przyrody polegająca na ochronie pewnego stanu. Przykładem są półnaturalne łąki na niżu, które wymagają koszenia czy wypasu, podobnie murawy kserotermiczne, utrzymanie stawów rybnych i … działań bardzo precyzyjnych, ukierunkowanych na ochronę konkretnych gatunków. Do głowy pierwsze przychodzą budki dla ptaków, nietoperzy, popularne choć nie takie skuteczne hotele dla owadów. Dziś poświęciłem sporo czasu by odtworzyć, skarpę, klif, ścianę w ziemi…
Pierwsza łycha…

Każdego roku odnawiam skarpę dla żołn, brzegówek, błonkówek czasem zimorodka. Naturalne skarpy są jeszcze tam gdzie pracują rzeki erozją boczną, czasem coś osunie się w górach. Reszta ścian to użytkowane przez ludzi żwirownie, piaskownie, glinianki. Wszędzie tam gdzie jest taka bezpieczna ściana, można założyć bezpieczne gniazdo w norce. Zimorodek (ziemiorodek) lubuje się w kopaniu nor w burtach rzeki czy wykrotach drzew. Ze ścian korzystają jaskółki brzegówki i w ostatnich latach często już żołny. W jednym z naszych rezerwatów przez kilka lat mieliśmy największą kolonię żołn w Polsce (do 98 czynnych norek). Gdy nauczył się polować na nie krogulec i kobuz ich liczebność spadła gwałtownie. Przyroda daje na początku kredyt na życie, potem pojawiają się komornicy i nie każdy może to spłacić genami. Sama skarpa mogłaby służyć ptakom przez lata, ale dowiedziały się o niej jelenie i daniele i od września do dziś robią sobie z tego miejsca lizawkę. Przychodzą stadami i osuwają piach. W kolejnych latach skarpa zarosłaby komosami i koniec z siedliskiem dla norowców. Zimą wykopał tu jamę wilk. Wszystkim tu po drodze. Trzeba poprawić po kopytnych nieco pion skarpy. To nieco wyniosło dziś 60 „łych ciągnikowych”. Gdyby jedna „łycha” miała masę 400 kg to dziś przewiozłem 24 tony piachu. To już duża wywrotka. Robiłem to jednak z radością, bo już pojawiły się żołny na niebie i pewnie za kilka dni zjawią się pod skarpą z pytaniem: gotowe? Gotowe! Zapraszam.
Sześćdziesiąta łycha…

Czynna ochrona przyrody w Dolinie Łachy to często takie właśnie rękodzieło przyrodnicze. Oczywiście można mieć podejście sceptycznego ewolucjonisty i jak mi kiedyś taki jeden zaangażowany powiedział: „Nieciekawi pana przyglądanie się jak człowiek (najsilniejszy gatunek) zmienia świat? Chce się panu poprawiać Pana Boga i procesy ewolucji?”
Cóż, chce mi się bardzo chronić to co jeszcze zostało i przez ostatnie czterdzieści lat widzę, że to ma sens i cieszę się, że nie posłuchałem wybitnego skądinąd doradcy. Pewnie byłby tam teraz sosnowy las w rządek. Dziś przez okna ciągania, podczas pracy, widziałem błotniaki stawowe, błotniaka łąkowego, gąsiorka, potrzeszcza, srokosza, żurawie, bażanty, czajki, myszołowy, kszyki, i sporo drobnicy. Było i jest warto. Poczekamy na efekt.