Filuterne firletki
Niegdyś łanowe na łąkach. Niegdyś niezagrożone. Dziś w wielu miejscach Dolnego Śląska coraz rzadsze. Kończą się podmokłe łąki, kończy się i tak charakterystyczna firletka. Tam gdzie jeszcze jest, jej poszarpane płatki są wydawać by się mogło jakimś wybrykiem ewolucji. Delikatne, piękne, trochę tiulowe, trochę satynowe. Tworzą wzory, które mogłyby zdobić porcelanę czy być wyhaftowane na przezroczystych szyfonach. Ta niejednoznaczność tych roślin pozwala na snucie różnych scenariuszy dla wzornictwa przemysłowego, no może choć rzemieślniczego. Zgrabność tych roślin przyciąga wzrok i pozwala na brykanie wyobraźni. Patrzenie na nie pod słońce przywołuje na myśl pismo japońskie. Jest w nich hiragana i katakana. Sam nie wiem dlaczego zawsze mnie zatrzymują. Z jednej strony budzą refleksje o łące, z drugiej myśli krążą gdzieś między krawiectwem a malarstwem. I ten róż. Nie taki ostry, nie gryzący, tylko delikatny choć zaczepny i trochę figlarny. Zostawiam Państwa z nimi i Waszą wyobraźnią. Nie wiem co Wam się urodzi, ale firletka poszarpana może poszarpać emocje na dobre. Dobrego łąkowania.