blog.

Zajęczy spokój

Jeśli nie ma zagrożeń, gdy nikt się nimi nie przejmuje, wtedy te szybkie zwierzęta stają się oazą spokoju. Wulkanem bezruchu. Dziś kątem oka zauważyłem dwa zające, które kicały w moim kierunku. Ja liczyłem gniazda mew, a one skracały dystans. Zatrzymywały się, skubały bylice polną i zastygały w bezruchu. Migały pośród maków piaskowych, które świeciły porankiem. Kradły mój czas i moją pracę, ale nie chciałem się śpieszyć z opuszczaniem stanowiska. Ich spokój był jak mała wskazówka w zegarku. Prawie się nie ruszały, choć kojarzymy te zwierzęta raczej ze wskazówką sekundnika. Zimny poranek nabierał rumieńców od wstającego słońca a skubanie kolejnych roślin przychodziło z coraz większym spokojem. Trochę z zazdrością patrzyłem na to ich zajęcze życie. Wiem, wiem lisy, wilki i szakale, ale jak widać nie jest to aż taki kłopot. Zdaje się, że większym kłopotem jest chemia na terenach rolniczych, bo tu tych wielkouchych jak na lekarstwo. Ich spokój udzielił mi się na dobre i w swych powolnych ruchach nie powodowałem stresu u przychodzących do mnie zajęcy. Dwa, potem  z młodnika kolejny, jeszcze jeden i jeszcze. Wszystkie jak po tabletkach uspokajających. Może te ziółka tak na nie wpływają, może ta bylica polna, a może jeszcze bylica piołun są niczym absynt dla bohemy z tamtych lat. Nie były to zające z marchewkowego pola. To koneserzy bylic, które na piaszczystych murawach, niczym rastafarianie, żyją swoim unikalnym życiem. Jadły, jadły, potem za badylami kopulowały i znów jadły, zastygały w swym bezruchu i cykl się powtarzał.   Być może na chwilę trafiłem do zajęczego nieba, gdzie żaden Orion z psami tu się za nimi nie ugania. Gdy opuszczałem swój poranek, one nawet nie reagowały. Zostały w tym ich dzikim niebie i miałem wrażenie, że to ja wracam do jakiegoś szalonego świata, o czym przypomniała mi przypadkowo wciśnięta stacja w radiu. Szybko wyłączyłem cały ten jęk współczesności i myślami wróciłem do zajęczego spokoju.

Udostępnij:
Przejdź do treści