Mam nadzieję, że było już mokro i zimno tej wiosny
Pisałem o deszczu, że może być trudny dla boćków. Tak było w zeszłym tygodniu. W gnieździe wyklute młode, które wymagają stałej opieki i wygrzewania, a z nieba leje się woda. Tej wody ciągle mało na łąkach i jest bardzo potrzebna, ale przy niskich temperaturach bociany nie schną za szybko i łatwo oddają ciepło. Jedna z teorii mówiąca o wyginięciu mamutów zwraca uwagę na podobny mechanizm. Robiło się cieplej i wilgotno, ale temperatura była na tyle niska, że mokra sierść nie była już izolatorem i mamuty szybko się wychładzały. I chorowały. Dziś takie mamucie zmarzluchy dotykają naszych boćków. Mam nadzieję, że się ociepli i boćki wrócą do normalności bo o zapalenie dróg oddechowych nie trudno. Gdy bociany zachorują mogą być porażone grzybem znanym z Klątwy Jagiellonów czyli Aspergillusem (w grobach był rzekomo Aspergillus flavus – czyli kropidlak żółty). Mój zaokienny bociek próbował się suszyć, ale mżawka prawie nie ustawała i proces wydawał się być syzyfowy. Zaletą ciepłego deszczu jest jednak to, że jest sporo dżdżownic na skoszonych łąkach, których prawie jeszcze nikt nie kosi. Tak źle i tak nie wiadomo jak. Oby było cieplej, woda nie zaszkodzi. Ważna jest temperatura.