Nieśpieszny przelot
Skoszone słoneczniki, posiane oziminy, ścierniska po kukurydzy. Po co się śpieszyć? Po co lecieć jeszcze bardziej na południe, skoro tyle tu jedzenia a i drapieżników w sam raz. Wystarczy połączyć się w stado. Może być różnogatunkowe. Jery, makolągwy, czasem dzwońce, czasem rzepołuch, czasem zięby. Czasem dołączą szpaki. Setki oczu, setki dziobów, setki niezebranych nasion. Gdy dziobie jeden, patrzy drugi. Gdy podrywa się jeden, podrywają się wszystkie. I tak co chwilę. Jemy. Fruwamy. Jemy. Latamy. Siadamy. Jemy. Krótki dzień, to trzeba się śpieszyć by przetrwać długą noc. O szesnastej w nocy robi się ciemno i do szóstej, siódmej trzeba jakoś przetrwać. Przenocować w gęstych krzewach tarniny i znów do żerowania można zasiadać. Jak się skończy tu, to polecimy tam. Tam też się skończy, to można gdzieś indziej. Jak przyciśnie mróz to można dalej na południe. Wiosną, gdy w głowie będzie rozmnażanie, nikt nie będzie nieśpiesznie leciał. Wszystko nabierze prędkości. Wszystko ruszy na łeb na szyję. …ale teraz spokój, żerowanie. Nieśpieszny przelot.