blog.

Chaos początku

Powitanie każdego Nowego Roku wiąże się z nadzieją, że ten kolejny będzie szczęśliwy, zdrowy i lepszy od poprzedniego, a że to jest bardzo subiektywne to trudno mi się do tego odnieść. Najczęściej, przynajmniej z mojego doświadczenia wynika, że następny rok jest jaki jest a ze zdrowiem, szczęściem, finansami będzie jak będzie.

Coś jednak zaczyna się zmieniać i na niebie mimo, że jeszcze nie ma tego co być powinno, błysków i strzałów jak by mnie. Przełom roku to zawsze wybuch emocji. Czy świętować to co nas czeka i błędy które popełnimy, czy celebrować błędy popełnione rok wcześniej. No i pytanie czy te powody upoważniają nas do napełnienia świata jednym wielkim wybuchem i błyskiem. W euforii a może nawet w amoku zdarzeń petardy, fajerwerki burzą świat zwierząt dzikich do tego stopnia, że na niebie, ale i na ziemi na jakieś półtorej godziny od godziny 00.00. do dzikiego życia wdziera się chaos. Chaos początku, a potem trzeba z tym jakoś żyć.

Gdy w domach śpiewa jeszcze Maryla Rodowicz i telewizory napełniają domy niebieskim światłem, na dworze tysiące gęsi, żurawi a jak się okazało też słonek, sów, ptaków drapieżnych rozprasza się ze swych nocnych stanowisk i zaczyna się kotłować pod niebem pełnym wspomnień zeszłego roku. Latają bez celu w poszukiwaniu spokojnego miejsca, ale tego nie ma, bo strefa bez strzałów zaczną się kilka mil morskich za linią brzegową Bałtyku. Sporo energii ptaki muszą wydatkować na bezcelowe latanie i stres. O ile te leśne przelecą z miejsca na miejsce i lokalnie się uspokoją o tyle stadne, zimujące na bezpiecznych noclegowiskach stawów, jezior czy bagien muszą poradzić sobie inaczej. Część na chwilę przysiada na rozległych polach, część krąży w chaotycznym tańcu chochoła witającego Nowy Rok. Nasze oczy tego nie widzą, ciepłe sale imprezowe, ciepłe domy a za oknem dramaciki rozbijających się o szyby małych wróblaków i dramaty krążących bez celu żurawi i gęsi.

W tym roku wystrzałów było jednak mniej a dramatyczny chaos trwał do około drugiej nad ranem. Do tego był  śnieg dający dobrą widoczność i księżyc, który rozświetlał pola, na których można było na chwilę choć przysiąść. Coś się zmienia. Cywilizujemy się, oszczędzamy huk psom, ale czeka nas jeszcze długa droga do zmian. W jakiejś audycji w radiu pani powiedziała, że rynek roczny fajerwerków w Polsce to około 500 milionów złotych, pieniędzy które puszczamy z dymem a jednocześnie oczekujemy choćby poprawy w służbie zdrowia. Kali (cytując Sienkiewicza Henryka i jego „W pustyni i w Puszczy”), ze swoją krową robi nadal robotę a koraliki działają na wyobrażenie o dobrym życiu.

Ruch wśród zwierząt był ostatniej nocy ogromny. Stada jeleni podobnie jak na niebie ptaki, biegały po rozległych polach i nie bardzo wiedziały dokąd biec. Ktoś będzie miał samochód do naprawy bo spłoszona sarna wpadła pod auto i została w ośnieżonym rowie. Jakiś myszołów latał od zadrzewienia do zadrzewienia. Spłoszone słonki nad strumieniem uciekały na krótkie dystanse przysiadając na chwilę, z nadzieją, że to już koniec.

Czerń nocy i ciepło domów i często alkohol wyłączają nam zupełnie percepcję świata za oknem od godzinny 00:00 do około 2:00 każdego 1 stycznia. Potem budzimy i na skrzyżowaniach i podwórkach ze zdziwieniem oglądamy kartony po fajerwerkach, których wcale te osoby od strzelanie nie chcą już chętnie sprzątać. Syf.

Czy apeluję? Nie. Czy proszę? Nie. Wydaje się, że trzeba pokoleń by zmieniło się myślenie, by azjatyckich fajerwerków, nie będących naszą tradycją, do której tak chętnie się odwołujemy w przypadku naszych przyzwyczajeń, nie było już na naszym niebie.

Życzę Wam wszystkim byście byli zdrowi, szczęśliwi, spełnieni, świadomi popełnianych błędów a rok niech będzie tylko ciągiem nocy i dni, w których to mityczne szczęście będziemy realizowali. Z nadzieją patrzę na małe zmiany. Świadomość, to jednak ogromny dar i będzie jak widać zawsze luksusem.

Udostępnij:
Przejdź do treści