blog.

Poszarpany wachlarz zdarzeń

Gdy jedni zimują, koncentrują się na niezamarzniętej rzece, inni próbują ich zjeść. Można o tym nie mówić, ok. Chyba  jednak warto i o tym. Rzecz normalna od  zarania w biologicznym ciągu zdarzeń. Gdy zimno ochota na białko rośnie. W zachowaniu ofiar są górki i dolinki. Najpierw spokojnie żerują, odpoczywają i te okresy są dość długie. Kiedy nad całą tą gawiedzią pojawia się bielik, towarzystwo wpada w pewnego rodzaju szał. Nurogęsi biegną po wodzie by po chwili odlecieć, nurkujące perkozki i perkozy dwuczube próbują zwiedzać świat pod wodą, a stado łysek rozchlapuje wodę swymi niezwykłymi stopami. Krzyżówki raczej jak odłamki grantu, każda w inną stronę. Generalnie woda zaczyna się burzyć, a bielik rozpoczyna nurkowanie w kierunku niezamarzniętej rzeki. Większość jednak ataków to jak strzelanie ze ślepaków i poza nagłym szumem wszyscy wracają na swoje pozycje. Czasem jednak zdarzy się, że zagapiona krzyżówka czy łyska pada ofiarą napastnika dając kolejną szansę na przeżycie dnia współtowarzyszkom. Bielik z mocno już zlatanym ogonem, jakby z wachlarzem zachowanym jeszcze z barokowych obrazów, wyraźne był głodny i podrywał towarzystwo na rzece wielokrotnie. Zdaje się, że dopiął swego bo po jakimś czasie wyleciał z trzcin. Co tam się działo nie wiem. Jakiś piórko opadło w mroźnym powietrzu i tak pewien rozdział, pewnego DNA możemy uznać za zamknięty. Zima szczególnie pokazuje nam procesy biologiczne. Koncentracje ptaków sprzyjają ciekawym obserwacjom, które nie zawsze muszę być politycznie poprawne.

Udostępnij:
Przejdź do treści