Woal z iglaków
Podczas kontroli noclegowiska uszatek, w pierwszej chwili mam wrażenie, że ich nie ma. Gdy zobaczę pierwszą, kolejne stają się już proste do policzenia. Ich urbanizacja wydaje się być ich strategią na przezimowanie. Blisko ludzi jest bezpieczniej, a z pojedynczych drzew więcej widać. Większość noclegowisk, które znam znajduje się właśnie w tujach, świerkach, czasem przycinanych i gęstych lipach, choć zdarzyło mi się widzieć je na jesionie. Kontakt z bliska za każdym razem robi wrażanie. Tym razem, podczas liczenia jedna z sów, ta na fotografii wypluła wypluwkę, która wpadła mi za kołnierz. Czegoś takiego jeszcze nie miałem. Ciepłe, lepkie, sierściowate, trochę brr. Nie jest to coś czego oczekujemy, że nam spadnie z nieba, ale widać zasługiwałem na taki prezent. Tak naprawdę to bardzo się cieszę z takiego prezentu, ponieważ w wypluwce jest wiele skarbów, dzięki którym wiemy jakie małe ssaki, czasem nietoperze i ptaki mieszkają w okolicy. Kości czaszek, żuchwy z zębami to doskonały materiał do poznania tego co nie jest dla nas dostępne. W najnowszym Kulonie, ukaże się nasz artykuł o pokarmie płomykówek z Doliny Łachy. Kilka tysięcy ofiar i wiele lat badań pomogło nam poznać skład małych ssaków. Jak widać biolodzy nawet w takim materiale zawsze znajdą coś interesującego.
Uszatka z wielkim spokojem spoglądała na mnie zza woalu z iglaka i czekała na swoją noc. Wtedy naje się z pewnością nornic, myszarek, norników, zębiełków, ryjówek i wszystkiego tego, co zbyt głośne, zbyt ruchliwe w ciemności. Ucho uszatki słyszy doskonale. Natomiast piórka wyglądające jak uszy na głowie nie słyszą niczego.