Nadrzeczna dzicz
Są lasy i są lasy. Łęgi dębowo-wiązowo-jesionowe nad Odrą to jedne z najrzadszych lasów w Europie. Mówię oczywiście o tych dobrze wykształconych z dnem lasu poprzecinanym rynnami łęgowymi, które tworzą się podczas wylewów i z całym tym gąszczem porastającym żyzne mady.
Zimą, mimo że nadrzeczne lasy wydają się dość puste, ciche i trochę śpiące, życie w nich nie zamiera. Przeciwnie sporo się tu dzieje, ale w nocy. Najlepiej gdy ciemno, bez księżyca i gdy wtedy nikt normalny do lasu nie chodzi. Wtedy wszystkie duchy odrzańskich łęgów podążają własnymi ścieżkami. Z tego lasu do brzegu samej Odry jest bardzo blisko, a tam przy niskiej wodzie odsłania się trochę pokarmu. Małże, sporo bezkręgowców, owoce kotewki orzecha wodnego i wszystko to co niesie ze sobą rzeka. Tu żerują kaczki nurkujące na racicznicach, tu przychodzą nocą dziki.
W tej nadrzecznej dziczy dziki czują się doskonale, plądrują łęgowe zakamarki, płoszą nocujące kaczki i generalnie są u siebie. Szóstka obserwowanych przeze mnie dzików sporo czasu poświęciła na szukanie jakichś niezamarzniętych fragmentów, gdzie mogłyby ryć do woli. Interesuje je również padlina i to wydaje mi się było przyczyną ich nadrzecznej eskapady bo i lis się czaił opodal i przed zachodem słońca kręciły się bieliki. W takie mroźne dni nic się nad rzeką nie marnuje, a to co zostanie po nocy, dokończy stado wron siwych, które na wielkiej topoli odpoczywały po mozolnym dniu zbieractwa. Wszystko nad rzeką ma swoje przyrodnicze powiązania. Te bogate ekosystemy napędzają do życia całą okolicę. To bardzo cenny kawałek świata, dla mnie równie cenny co Grenlandia dla Inuitów.