blog.

Bielik na dębie

Bardzo jednoznaczny obrazek. Biały orzeł na wielkim drzewie, a pod nim: Lech, Czech i Rus. Za młody na tych trzech. Tym razem na dębie było 5 osobników. Do tego na okolicznych drzewach ze dwadzieścia kruków. Zjadły to co pozostawił ktoś pod amboną. W kontekście ASF to chyba teraz się resztek nie zostawia. Zjadły bieliki więc trudno dyskutować. Dolina Łachy przyciąga bieliki z całej okolicy. Coś tu zawsze znajdą i ciągle patrolują cały obszar. Czasem żerują na odpadach z pobliskiej fermy gęsi. Do tego stopnia korzystają z antropogenicznego pokarmu, że potrafią bez problemu przez kolejne sezony wychowywać po dwa młode. „Fastfudy” w zasięgu wzroku z gniazda. Karmią, siedzą, karmią i uprawiają szybownictwo w stylu naszego mistrza szybownictwa Sebastiana Kawy. Co ciekawe, mimo, że ten mistrz lata jak nikt inny na świecie, w Polsce ciągle jest mało znany. Podobnie z bielikami, dużo ich więcej niż kiedyś, a ciągle ktoś mnie pyta – co to za orzeł…i trzeba tłumaczyć, że orzeł ale nie orzeł, ponieważ bielik bo inny rodzaj itd. Dla przeciętnego Kowalskiego lepiej jednak by był to orzeł. Od razu większy szacunek do dużego ptaka i respekt wynikający z legendy o Lechu, Czechu i Rusie poznanej w podstawówce. Bo kto potem czyta o przyrodzie? Ja czytam, pani czyta, społeczeństwo czyta, czy jakoś tak. Zatem dziś bielik, taki randomowy ptak z doliny Łachy.

Udostępnij:
Przejdź do treści