Balet na balotach
Jeden akt bo i czasu mało. Przed chwilą jeszcze ciemno, a oświetleniowcy pracują dziś tylko przez chwilę. Potem wróci szarość codzienności i scena znów będzie kupką wilgotnego siana. Rano jednak warto na balocie zatańczyć, poszukać swojego miejsca i być emisariuszem wiosny, która nadchodzi mimo zimowej aury.

Trzeba się trochę pokręcić, ustawić do wschodzącego słońca i wypuścić z siebie nuty, które zapiszą się na wielolinii rosochatej wierzby. Dziś w PR Dwójka jazz, więc trzeszczący jazz na piątek jak znalazł. Na kolejnych balotach balet pt. „Potrzeszczałki”.

Pozajmowane co lepsze baloty i jeden po drugim, po krótkim strojeniu rozsiewają muzykę po łąkowej widowni. Wielu nie patrzy, kilku słucha. Jakiś żuraw przelotny, zasępiony myszołów na balocie, lis co szukał kruka licząc, że ten ma ser i kilka sikor przeczesujących trzcinowisko. Widownia mała ale obyta, widownia swoja. Nawet ryk pił z pobliskiego lasu nie zakłócił porannych występów.

Ocieplone, pełne werwy po porannych występach wróciły w tarninowe rzeczywistości by czekać na swój wiosenny czas. Trzeszczałki, trzeszczały, trzeszczele, potrzeszcze. Poranne.
