blog.

Rozsiane nuty na polach

Chciałem napisać, że były spłoszone, zdezorientowane, o mały włos nie wpadłyby na jedną z dróg expressowych. Jednak nie o tym. Po drodze słuchałem Berlińskich Filharmoników, którymi dowodził niezrównany Claudio Abbado a ci grali jak z nut 5 Symfonię Mahlera, jego IV część Adagietto i całe to psioczenie na rzeczywistość szybko mi odeszło. Zatrzymały się na dłużej. W trudnych chwilach potrzebujemy zatrzymania. Po co biec… to niczego nie rozwiązuje tylko często pogarsza sytuację. Patrzyły, rozglądały się po wielkopolskich tundrach pól i jakoś poruszały się w rytm Mahlera. Z gracją, elegancją, już bez pośpiechu, bez tych wszystkich krzyków i szumów. Tylko one, marznącą mżawka i przestrzeń. Trochę z nich przerośnięte renifery, trochę skarlałe łosie. Równo, choć bez tych największych, przemierzały codzienność handlowej niedzieli. Ktoś kupił jogurt, ktoś przehandlował Iran, ktoś kupił działkę na Grenlandii. Ktoś inny zbierał by pomóc choremu. Niedziela. Chrzęszczące pola już bez śniegu, ciągle trzymają zimową legendę tego co jeszcze ściska, trzyma i lute. Mahler grał skrzypcami po polach, rozsiewał nuty nogami jeleni i zapisywał na zmrożonej ziemi jakąś nową melodię. Pomyślałem sobie, że gdyby dyrygował Riccardo Muti nie było by takiego spokoju a raczej nerwówka i zero spontaniczności. Na szczęście trafił się Abbado. Na szczęście poszły wzdłuż rowu, mijały kolejne krzaki odrastające po wykarczowanych kępach, mijały ostatnie drzewa, stawały. Trochę jak taniec, trochę slow-mo. Za chwilę ciemno, za chwilę znów u siebie. Skończył się Mahler, skończyła się niedziela. Znów długa noc.

Udostępnij:
Przejdź do treści