Noc w Dolinie Łachy
Powoli skraca się dzień, a to oznacza, że zwierzęta coraz krócej czekają, by wyjść na otwartą przestrzeń. Przyglądam się nocnym sprawom od jakiegoś czasu i zaskakuje mnie, jak blisko można być tych, które żerują, wędrują, odpoczywają po upałach czy też szukają wody. W jednym z naszych społecznych rezerwatów przyrody mam wrażenie, że nocą dzieje się więcej niż za dnia, a samo miejsce staje się takim małym „Serengeti”. O ile duże ssaki są widoczne od razu, o tyle te mniejsze drobiazgi wymagają zatrzymania i spojrzenia na nie spokojnym wzrokiem. Dziesiątki nietoperzy, polujące uszatki, myszkujące lisy, jakiś borsuk czy jenot to tylko mały wycinek nocnej aktywności. Do tego żurawie, które monitorują okolicę, gęgawy rozprostowujące skrzydła i sporo małych wróblaków na krzewach, turzycach czy w trzcinie. Gdyby tak było jeszcze więcej wody, gdyby tak rowy były pełne, życie byłoby jeszcze żywsze, ruchliwsze i piękniejsze. Susza nawet nocą jest widoczna, a wiele zwierząt wędruje prosto do wodopojów. Nie ma tu krokodyli, ale są czasem jacyś ludzie. Aktywność zwierząt i ludzi bywa zaskakująca i, oczywiście, niespodziewana. Wczorajszy wieczór i trochę nocy to również dźwięki i zapachy, których tu akurat nie brakuje, a które w połączeniu z obserwacją dają niepowtarzalny klimat lipca. Zwłaszcza kompleks żab zielonych i mięta. Orzeźwiający wieczór, mimo skrzypiec grających na ostatniej strunie komarami.
Wśród jeleni „jednorożec”…


