Wiosenne poruszenie
Wieje wiatr, fińskie przewody energetyczne bez lekkości kiwają się na wietrze, a chmury ktoś wysłał na Berdyczów. Z oddali kowalik już śpiewem oznacza rewir, a dzięcioły nie chcą czekać do marca i mocno werblują na suchych kikutach. Trudno usiedzieć przy komputerze, robiąc jakieś mechaniczne czynności. Wtem, tuż nad moją głową siada szpak. Dzieli nas kilka metrów i podwójna szyba okna dachowego. Zaczyna stroszyć pióra, potrząsać skrzydłami i śpiewać. Być może był we Włoszech, gdzieś nad laguną, bo słychać w jego trelach łyski, cyraneczkę i pokwakiwania takich nocnych, cichych kaczek. Te śpiewy jeszcze krótkie, urywane. Widać w nich refleksję przed wiosną, ale już coś powoli zaczyna drżeć w gardle. Tuż pod nim dwie budki, zapewne to o nie mu chodzi. Nie podobały mu się sierpówki, które też już wiosna otula hormonami, i które usiadły mu tuż nad domkami. Widać szpak nie wiedział, że im dziupla do szczęścia niepotrzebna i wolał na nie głośniej zaśpiewać. Te z kolei pochybotały się na fińskim kablu i poleciały pod wiśnie, szukać rozsypanych przez sikory i dzwońce ziaren słonecznika. Jeszcze zimowe zadbanie o pokarm, choć już za chwilę słychać było wiosenne „ratunku-ratunku”. Szpak przestał się przejmować sierpówkowymi umizgami i zaczął próbować ścieżek dźwiękowych z trzcinowiska. Takie „reedbed soundtracks „ Jakaś zeszłoroczna rokitniczka, trochę łozówki, no może ze dwie sylaby z trzciniaka. Orkiestra w szpaku jeszcze niepewna nut, jeszcze ćwiczą, jeszcze trochę to potrwa, aż do dziupli szpak zacznie znosić kwiaty wiśni. Szpak zdaje się podpisał listę, pozawodził i wrócił do zimowych codzienności. Fruu… i poleciał na skraj kompostownika poprzyglądać się ciekawym świata dżdżownicom, pająkom i drobnym owadom, które zwabione ciepłem niesionym przez wiatr, zaczęły wychodzić na gnijące badyle. Szpak wie, że nie tylko się tu poprzygląda, ale też zawrze dożywotne przyjaźnie z całą tą kompostową gromadką. Przyjaźń ze szpakiem to trudny pomysł.