Filharmonia na miedzy
Mimo zimowej ciszy ptaków, na polach koncert trwa. Krzykliwe krzyczą krzykliwy koncert na polach. Od cichych trąbek, wręcz przygasłych flażoletów, przez rożki, obój Tytusa Wojnowicza, klarnety, fagoty, kontrafagoty, przez saksofony Garbarka, saksofony Kennego Garreta przez trąbkę pop jazzowego Chrisa Botti, po słyszane z bliski dźwięki wiolonczeli Yo-Yo Ma i w zasadzie orkiestrę Aukso Marka Mosia z tych Tychów. Gra każdy listek pszenżyta na skraju kukurydziska. Od Bacha po żywy tu „Karnawał zwierząt” Camille’a Saint-Saënsa. Przesadzam? Może, ale gdy z tych cichych jęków, tych jazzowych pomruków nagle przejdą w fanfary to cała dolina napełnia się ogromem tub i saksofonów altowych. Nic tylko zamrzeć na chwilę i przed wieczornym odlotem przeżyć coś więcej niż tylko patrzenie na puchate białe ptaki, którym ewolucja pomalowała finezyjnie dzioby na żółto z podkreślającą elegancję czernią. Krzykliwe, bo ten krzyk jest raczej artystycznym zapisem w przyrodzie, są trębaczami zimowych pól. Wystarczy tylko włączyć wyobraźnię i pogrzebać w słuchanych przez siebie utworach. Nie ma Zenka? Przykro mi, trzeba się bardziej wsłuchać, a na skrzypcach zagra Zenon Płoszaj. Słuchanie ptaków to podróż przez muzyczne zawiłości czasem dziwnych instrumentów, które grają w łabędzich duszach na zimowych polach. Filharmonia na miedzy działa! Zapraszam!