Śniegiem malowane
Śniegiem malowane, śniegiem. Wszystko teraz można zobaczyć inaczej. Stojąc z boku, ale trochę za. Zima zmusza jelenie do aktywności i poszukiwań, to i w dzień zdarza im się wędrować. W poszukiwaniu zamrożonych liści jeżyn, leżących sosen po ostatniej okiści. Widać już po lesie nagie konary ogołoconych sosnowych gałęzi i konarów. Pożerują, idą dalej, kryją się w swoich leśnych zakamarkach. W lesie chodzą powoli. Na łąkach i polach przyspieszają jakby to nie był ich świat. Jakby byli tu obcy, nie tutejsi. Biegną ale nie uciekają. Do pierwszych zadrzewień, potem przystanek, ocena sytuacji i widać jak rozłazi się stado, szuka, po czym znów wracają do tyraliery kilkudziesięciu nóg i zmierzają do wierzbowiska, w którym kłębią się witki i zasłaniają rzeczywistość. Obserwowanie stad dużych zwierząt jest bardzo pierwotnym przeżyciem, zwłaszcza gdy słychać w uszach ich bieg. Nie potrafię przestawać patrzeć na ich siłę, pierwotność i witalność. Lubię jak znikają potem w lesie, czasem się tam zatrzymują, odwracają i patrzą jakby wiedziały, że ciągle je widzę.