blog.

Cisza i ciemność

Są kwiaty i są tajemnice. Większość botanicznych zakwitów mamy już za sobą i myśląc Mowszowiczem, flora wiosenna to już przeszłość, a flora letnia wchodzi powoli w jesienną. W tej całej encyklopedii splątań i przeleżałych traw, buszu zarośli i wyrównanej zieleni lasów jest jednak taki jeden, który wolał poczekać. Po co się śpieszyć, skoro w zasadzie z nikim nie musi konkurować? Kwitnie w drugiej połowie lipca i w sierpniu, a wokół pustka. Za ciemno! Kruszczyk siny to taki średniowieczny mnich siedzący w ciemnej katedrze, wręcz romańskiej i napawa się tą ciemnością, czekając na promienie słońca, które czasem muskają jego delikatność.

Kruszczyk i jego mrówki to już klasyka ciemnych lasów na przełomie lipca i sierpnia. Mnie zaskakują od lat. Nie zawsze wyrastają tam, gdzie rok wcześniej. To świadczy, że są w wielu miejscach i wychodzą zapewne, kiedy mają ochotę rozmnożyć się płciowo. Pod ziemią być może mogą poczekać. Być może, bo w kilku stałych miejscach wychodzą czasem po dwóch, a nawet trzech latach. Oczywiście, jeśli tylko dziki nie przewrócą okolicznej ziemi.

Od lat przyglądam się także zjedzonym przez sarny pędom, choć w tym roku chyba zbyt wielu koneserów rodzaju Epipactis nie ma. Każde odwiedziny to rodzaj skupienia, bycia z nimi w tej ciemności, ciszy. Ogromnej ciszy, którą od dużego dzwonu rozkrzyczy grubodziób cichym dzwonkiem. Cisza i ciemność i nadzieja na ochronę.

Udostępnij:
Przejdź do treści