Na pozór ozór
Wszystko działo się strasznie ślamazarnie, wręcz się nie działo. Śliniki za skarby nie miały potrzeby się rozprostować, a ja tylko chciałem zrobić zdjęcie ozorków dębowych, zanim je zeżrą i zaślinią. Robiło się ciemno, więc o popracowaniu nie było mowy, choć pod spodkami ozorków inne śliniki jakoś nie zastanawiały się nad nadchodzącą nocą i tarły na swych tarkach coś na granicy drzewa i grzyba. Czasem jakiś zaglądał i wracał do prac ściernych. Raczej nie mieliły ozorem, a mieliły ozora. Ich dwóch? Ich dwoje? Jak mówić o ślimakach, skoro ich hermafrodytyzm nie zmusza nikogo do zajęcia stanowiska w sprawach płciowych? Ślinik i ślinik trwali w swoim bezruchu. Ja widziałem te delikatne zmiany i zastanawiałem się, czy to odpoczynek czerwonego na czerwonym, czy przygotowania do nadchodzącej nocy. Szkoda, że nie podjęły żadnej decyzji i ostatecznie zrobiło się ciemno u stóp starego dębu. Dębu pełnego marzeń! I pachnica dębowa! I puszczyk! I ozorek dębowy! I kozioróg dębosz! I kwietnica okazała! I zapewne to wszystko, co tam w nim, przekształca się w bioróżnorodność. O potrzebie zachowania starych drzew pisałem nie raz. No ale jeszcze raz warto powiedzieć, że to największe raje dla grzybów, bezkręgowców, kręgowców i klimatów. Bo to i da coś do jedzenia, i nazbiera wody, i zacieni, i swoim pięknem zmieni estetykę tego, co pod sznurek, w rządek, w teoretyczny porządek. Jedno drzewo, milion żyć!
Powiedziałem im tylko na odchodnym: Wiecie śliniki, ozorki owszem jadalne, ale chronione! Licząc na to, że w ciągu dwóch dni wszystkiego nie zjedzą…
Do posłuchania, hmm, no to może tak: Dave Brubeck Quartet – RED hot and cool – https://www.youtube.com/watch?v=PStX6MYVXaE&list=RDPStX6MYVXaE&start_radio=1