Kapie, zimy nie widać. Krajobraz jakiś taki mleczny, rozlany. Czasem jakieś sarny zmienią miejscówkę i nic się więcej nie dzieje. Kruki już w parach, całują się na polach. Sikory z kowalikami nadal buszują po lesie. Niektóre żurawie też już w
Gdzieś nad strumykiem słychać chrupanie bobra. Kaczki w najlepsze urzędują na płyciznach. Wędruje kozioł i tylko raz zaszczekał na coś szamoczącego się w krzakach. Na rozlewisku kilkadziesiąt łabędzi krzykliwych, stadko kilkunastu żurawi. Z lasu dobiega wyjka wilka, a księżyc przedziera