„Jeden po drugim goście wciąż Nadchodzą z różnych stron Wielu z otwartym sercem Z pękniętym mało kto I nie wie nikt dokąd noc prowadzi I po cóż im płynie wino z kadzi Ja chcę kochać kochać kochać kochać Ach chcę kochać dziś” Jakoś nie mogłem nie zanucić Leonarda
Nic tak nie daje uśmiechu na twarzy jak udany pomysł. Gdy trzy lata temu, na jednej w dopuszczonych do eksploatacji żwirowni okazało się, że zostanie zniszczona murawa z pszeńcem różowym jakoś nie potrafiłem się z tym pogodzić. Wszystkie zgody od
Miłość do własnych dzieci bywa bezwarunkowa. Na pierwszy rzut oka, dla osoby nie zajmującej się przyrodą na co dzień, mała płomykówka może uchodzić za przykład pewnej wręcz literackiej brzydoty. Charles Pierre Baudelaire z pewnością by się nimi zachwycił, i napisałby