Z jezior, stawów, zbiorników zaporowych, bagien. Wczesnym rankiem, każdego dnia, zimą. Zrywają się, lecą, krążą. Lądują, zasiadają, zatrzymują się. Przed nimi dzień żerowania, zbierania z pól ostatnich ziaren kukurydzy, ziarno po ziarnie. Czas patrzenia w niebo, rozglądania się, leci bielik. Czas
Zabielony świat doliny, jeszcze z nocy posępniał czarnymi sylwetkami wiązów, dębów, wierzb i topól czarnych. Gdzieś na południowym wschodzie czerń nocy zaczęła rozcinać egzotyczne zimą brzoskwinie, z których zaczęły wylewać się na niebo róże, pomarańcze, delikatne czerwienie i pąsowe policzki