To, że znaczna większość ptaków nosi dumnie głowę do góry, nie znaczy, że nie można inaczej. Gdy miałem 6 lat po raz pierwszy czytałem o tym ptaku w książeczce „Fraszki na ptaszki” Włodzimierza Ścisłowskiego i Stanisława Mrowińskiego, Wydawnictwo Poznańskie, 1970.
Jeden z pięciu żurawi, jeden z pięciu nokturnów Erika Satie. I w zasadzie już tu powinien być koniec opisu tego co zadziało się na zdjęciu ubiegłej nocy. Noc już ogarnęła las, zakryła wnętrza trzcinowisk i zmagała się bielą mgły. Zasypiały potrzeszcze
Jest taki rodzaj siedlisk w Polsce, a dokładnie na niżu, który zależny jest od człowieka. To oczywiście łąki. Jeśli wybierzecie się przed wieczorem, gdzieś nad rzekę, za dom, na jakieś łąki i pastwiska, zobaczycie jak ścieli się mgła, jak łąka
Odleciały już moje podwórkowe bociany a ich gniazdo okupują wróble i mazurki. Dzieje się czas leniwych przelotów i zaklinanie jesieni by ciepła i pełna owoców karmiła wszystkich tych, którzy lecą do nas lub przez nas z północy, ale też ze
Czasznica olbrzymia, bo to właśnie ona wychyliła się z otchłani podziemnych piekieł, gdzie ciemno, zimno i strasznie, oczarowuje świat swą czystością i bielą. Owocniki wielkości głowy, a nawet czasem sporo większe, przyciągają uwagę i nierzadko są niszczone przez nierozumiejących świata
Dawno temu, gdy szedłem do pierwszej klasy szkoły podstawowej w zeszytach w wąską linię moi starsi koledzy rysowali szlaczki. Choć kiedy ja dotarłem do swojej pierwszej klasy, zmieniono powszechnie znany „Elementarz” Falskiego na „Litery” Przyłubskich. To był moment kiedy robienie
Generalnie do 26 sierpnia odlatują od nas bociany. Generalnie, bo jak wiadomo boćki nie czytają mądrych książek pisanych przez ludzi i czasem, jak to bywa w przyrodzie robią swoje. Trwają prace polowe, talerzówki, agregaty, pługi, brony, wały. Każdy ruch ciągnika
Niegdyś rzadki, niegdyś dziki… Gdy populacja rośnie, miejsca suboptymalne zaczynają być przydatne do lęgów. W tym sezonie krzykliwe wyprowadziły lęg na skraju wsi, ale już w lesie. Mały staw, trochę słoików po „robakach”, puszka po piwie i para łabędzi krzykliwych
Wielka, zielona łąka. Świeża zieleń po deszczowym tygodniu. Żółte lnice rozpychają się na wyniosłościach a tam gdzie wilgoć bujała w wiosennych trawach coś z oddali świeci różowofioletowym światełkiem . Widać je z kilometra. Cały ten łąkowy greenbox jest jak studio
Na plażach, w Basenie Morza Śródziemnego, pewien strach, nie wiem czy aż taki blady, ale padł na kąpiących się morzu. Co jakiś czas ktoś, grupka kilku osób, zaczyna podskakiwać i wydawać okrzyki połączone z uśmiechem, przerażeniem i zdziwieniem. Ludzie wydają