Gdy w jajach żurawi słychać piski, wtedy też w sosnowych lasach, na piachach wyrastają owocniki piestrzenic kasztanowatych. Grzyby rodem z Avatara, które w tej całej obecnie suchej ściółce są jak oazy wilgoci. W tym roku większość nie urosła zbytnio. Na
Zlatywały się w zupełnej ciszy. Przylatywały w stadach. Krążyły nad polem i jak duchy pojawiały się na oziminie. Stąd, po pewnym czasie wędrowały do wodopoju. Oczko wodne dawało im wytchnienie po całym dniu. Piły łapczywie i nawadniały swe śródpolne ciała.
Wszystko dzieje się intensywnie, dość szybko i w zasadzie dość często. Po przylocie boćki od razu przystępują do rozrodu i zaczyna się wyścig z czasem. Im szybciej będą złożone jaja tym większa szansa na wczesne klucie i więcej czasu na
Zimno. Pióra z głowy wyszły, a może ktoś mu wydziobał, a na dworze ziąb straszny. Trzeba mu jednak oddać, że elegancki jak Telly Savalas. Kojak, bo tak mi się ten bażant sam nazwał, pilnował swego skraju lasu i cieszył się
Na skraju śródpolnych zadrzewień malowały się czarne bryły umięśnionych rzeźb. Jakby Hasior a może Fangor zostawił coś dla potomnych. Koszalin, Orońsko, Dolina Łachy. Te „hasiory” czy też „Fangory” stały jak zaklęte w oziminie, na tle czarnych krzewów wierzby. Były jakieś podenerwowane,
W pierwszej klasie liceum, na biologii, patrzyłem przez okno na grzywacze, które wiosną skubały pączki topól i mizdrzyły się do siebie. Na następnej lekcji ze sprawdzianu dostałem jedyną z biologii jedynkę w moim życiu. Tak mnie pochłonęła obserwacja tych gołębi,
Pamiętacie piosenkę „Deszcz” Gałczyńskiego i Szpilmana? Owszem deszczu u nas dawno nie było, ale kwitnienie zawilców zawsze budzi sporo emocji. Jest cały tłum. Są jak krople deszczu rozrzucone po dnie grądu. I wtedy, kiedy już się napatrzysz, nacieszysz, najesz oczami
Po drodze, piaszczystej drodze snułem się przez chwilę w pełnym słońcu i dziwiły się moje oczy, skąd w jednym miejscu, na jednej słonecznej polance w lesie tyle motyli. Oczywiście odpowiedź jest prosta, bo to ciepło pobudziło je do życia, ale
Miało być dziś coś innego. Miało, ale po drodze zaniemówiłem. Słońce już kładło się na zachodnich wzgórzach i oświetlało te moje ciepłym światłem, które kąpało się w lodowatym wietrze z północy. Wróciłem do lasu z mojego dzieciństwa i wszystkie wizyty
Trochę się natrudziłem by podkręcać do obiektywu różne ustrojstwa, które rozleją cały ten seledyn po całym zdjęciu. Śledziennica skrętolistna to taka niezwykła dla mnie roślina. Niezależnie czy słońce czy deszcz, czy ranek czy wieczór cały zagon wydaje się świecić. Gradient