Gdzieś obok odrzańskiego bobra, gdzie jego domek wylewa się na brzeg i trudno odczytać numer na zamulonych ścianach, przycupnęły łyski. Woda wolno przelewała się przez obgryzione z łyka gałązki wierzb i mruczała do siebie, jakąś rzeczną szantę. Na tafli tańczyły
Patrzyłem na stado szpaków, które przeczesywało łąki w poszukiwaniu tego wszystko co nie zdążyło się schować, zasnąć, zakopać. Tego wszystkiego co skrywane pod listkiem, za suchą trawą, za żywą trawą, za źdźbłem. Wzbijały się i siadały, po czym energicznie biegały
Było o chaszczach, teraz wypada napisać o krzakach. Te z dziką różą jak u Kasprowicza (u niego zapewne róża alpejka) też, ale najciekawsze są te kolczaste zarośla zwane czyżniami. Grusze, głogi, tarniny to świat idealnych krzaków dla wielu gatunków. Zresztą
Dziś cały dzień wiało i padało na zmianę. Jak na Światowy Dzień Mokradeł przystało woda leje się z nieba. Pytanie tylko czy zostanie tam gdzie jest potrzebna, czy spływa do morza. Tam gdzie lokalnie bobry wzięły sprawę w swoje łapy,
To dom. Wielki dom, w którym kryją się wszelkie dziwy i dziwaki. To miejsce gdzie ptaki budują gniazda, drobne ssaki w zasadzie z nich nie wychodzą a bezkręgowce spędzają tu czasem całe swoje życie. Splątane, spętane, pomieszane, skrzyżowane, zaplecione, zawiązane,
Tak, ten iście piekielny ogródek na zdjęciu przywiódł mnie do bram piekielnych. Czarna czerń i nieboszczyki (pozornie) workowców, zawsze zatrzymują mnie na dłużej, choć są strasznie pospolite. Czarne dno lasu i zarodniki próchnilca gałęzistego, które zrzuciły z siebie czerń na
Trochę w tej zimowej pustce się dzieje. W lesie sporo grzybów. Oprócz wszelkich hub, które szybko nie znikają, znaleźć można i grzyby jadalne. Boczniaki, płomienice zimowe, uszaki bzowe czy czarki. Zostawiam je wszystkie na miejscu i cieszę się z malutkich
W zasadzie to co jest na fotografii to wytwór tego co zobaczył aparat. Było już ciemno, jakaś siedemnasta z groszami w nocy. Wcześniej mijałem się z tym stadem kilka razy. Najpierw jeszcze późnym wieczorem o szesnastej, wychodziły z lasu, a w
W czasie cieczki lisy kręcą się po okolicy i nierzadko wychodzą na drogi. Te polne, ale też te asfaltowe. Trzeba uważać by takiego rozanielonego lisa nie potrącić i nie zabić. Ten z fotografii nie przejmował się moją obecnością na drodze.
Pogoda nie rozpieszcza, na łąkowym rozlewisku sztorm. Nocowały tu łabędzie krzykliwe, ale o świcie odleciały w poszukiwaniu pokarmu. Po spokojnym nokturnie nocy, na kałuży rozpętała się istna kakofonia i dźwięków, i fal. Wszystkie małe statki zepchane zostały do wąskiej zatoki