W ostatnich latach z wróblami bywa różnie, niby są nadal wszędzie w miejscowościach, ale nie przy każdej posesji. Od lat prowadzę próby zatrzymania tych ptaków wokół domu i obserwuję czego potrzebują lub czego nie potrzebują. Pierwsza rzecz to dostępność miejsc
W bieli czerń nabiera szlachetności. Oczy tych saren jak czarne turmaliny szkliły się w oprawie padającego śniegu. Ciągle czujne, patrzące w dal i mierzące odległość. W zadymce śnieżnej można łatwo je podejść, ale nie zaskoczyć. Są stale gotowe do czmychnięcia
Czasem, gdy teren jest źródliskowy i trudny do przejścia/przejechania zapominają o nim wszyscy, którzy eksplorują każdy metr kwadratowy lasu. Jedni za chwilę przestaną biegać po lesie bo przepisy, inni za chwilę zaczną biegać po lesie bo zrzuty. Spokoju nie ma.
Lubuska buczyna, mały jar pokryty cukrem pudrem śniegu i słońce. Przedzierało się ono między muskularnymi bukami, twardo stojącymi w bieli poranka. Ich umięśnione pnie, spracowane wiatrem, spękane dawnym mrozem, przyciągały do siebie każdy promień, każdy foton, każdy dotyk ciepła, który
Kiedy dno lasu wypełniają leżące liście, trupy pokrzyw i trochę zielonych mchów, wtedy owocniki czarek urastają do naczyń iście artystycznych. To oczywiste, że pisząc o grzybach, zawsze będę przypominał, że są z innego świata i lepiej abyśmy nie wiedzieli co
Nauka zwana fenologią rozkłada ręce! Na Wzgórzach Strupińskich, będących elementem Wału Trzebnickiego, dzieją się styczniowe cuda. Na króciutkich ogonkach, tuż przy ziemi, w czarnym jeszcze lesie, próbują swoich sił przylaszczki. Na razie tylko cztery kwiatki, ale to i tak zadziwiające.
Tu, a dokładnie wzdłuż szpaleru topól żyje od lat stado wron siwych. Odrzańskich! Są jak plamy na słońcu. Raz tu, raz tam, ale zawsze gdzieś nie świecą. Zapadnie na noc to osobna historia. Najpierw jedno drzewo, następne a potem cichutko
Jeszcze wieczór, jeszcze cisza na wodzie. Słońce już dawno za wzgórzami. Na tafli nic się nie dzieje. I nagle, z odległych pól zaczęły spadać na wodę rozkrzyczane łabędzie krzykliwe. Krzyczały, ściemniało się, piły wodę, czerń ogarniała pobliski las, przeganiały się,
Staliśmy i patrzyliśmy na siebie z wielkim zdziwieniem. Ona zna ludzi, ja znam sarny. W moim lesie, który przez chwilę wyglądał jak z baśni Charles’a Perraulta pt.„Paluszek”, brakowało tylko drwala z siedmioma synami i całej tej strasznej, jak dla mnie,
To czy już kwitną, czy nadal kwitną czyli ciągle ma znaczenie w postrzeganiu tego co widzimy. W przypadku jasnoty trzeba stwierdzić, że ciągle. Dziś w styczniowy dzień, krążyłem w dolinie po łęgach jesionowo olszowych i z uśmiechem mijałem kolejne jasnoty.