Nie potrafię przejechać obojętnie obok drzew obwieszonych czarnymi bombkami. To hipnotyzujące, kiedy widzisz setki kormoranów a ich głosy rozdzierają powietrze nad bardzo Dolną Wisłą. W głowie pojawia się Cohen, ale w polskim wykonaniu Macieja Zembatego, który śpiewał swoich „Gości” tak: „Jeden
Kiedy rodzinne stado kuropatw wyszło z tarninowych czyżni na skraj pól, serce zabiło mi szybciej. Moje dzieciństwo to było właśnie łażenie za kuropatwami, dokarmianie ich zimą i wysłuchiwanie po nocach marcowych kogutków. Potem, przez lata ich nie słyszałem, nie widziałem
Lud jest już tak wystraszony i posłuszny, że w niebo mało patrzy. Bo i po co. Dziś tylko ostrzeżenie, światła jeszcze nikt całkiem nie zgasił, można żyć. To nic, że ceny z kosmosu. Pomijając aspekt straszenia ludzi od tysięcy lat
Jakoś w tym bezkresie upadłych liści, tej ferii pastelowych kolorów, w której inność czuje się jak w więzieniu, przytłoczony byłem zachwytem nad jesienią, który leje się z każdej strony. Może w tym przytłoczeniu złotą polską było trochę strachu o efemeryczność
W buczynie, pod bukiem starym, stary krasnoborowik ceglastopory wydzierał się swoją krasną barwą. Stary już, rumiany na bokach, ale ciągle w pełni sił, królował w swoim lesie. Wznosił się ponad rudością jesieni i szorstkością łupin bukwi. Chyba nie bardzo wierzył,
Widzisz go z daleka, obcy taki, dziki, leży na skraju lasu. Myślisz sobie, przecież zaraz ucieknie, pójdzie sobie, zniknie. Jednak przekora, która bywa drugą naturą człowieka pcha cię w jego stronę. Jeszcze metr, może do krzewu trzmieliny. Może skrajem lasu.
Powiesz to tylko Listek. Przejaw bujnego lata, nabrzmiały kwiecień, maj, czerwiec, lipiec, sierpień, wrzesień, październik… Zwłaszcza lipiec, sierpień, wrzesień i październik, kiedy był już ukształtowany i cały swój magnez uruchamiał do zbierania energii. Gubił się w zielonej zieleni lata i
Wstąpiłem na chwilkę do czarnego lasu. Ciemno, prawie noc, szkliły się jedynie odwrócone talerzyki porcelanowe. Schły na porcelanowych nóżkach, choć ciągle spływała z nich płynna porcelana. Jakby jakiś ceramik wyciągnął z pieca swoje małe działa sztuki. Zresztą po angielsku to
Tak wiem, nie wolno używać telefonu podczas jazdy. Zatrzymałem się jednak, by szybko, telefonem zarejestrować tę parę. On zbliża się wolno ku jesieni. Ona ciągle żyje w wiośnie. Między nimi granica nie do pokonania. Niebezpieczna krajówka. Wokół mgła. To nic,
Jeszcze kilka tygodni temu pąk kozibrodu otwierał swe żółte płatki, by zabłysnąć malutkim słoneczkiem. Zagubiony w zielonej trawie był małą gwiazdą w kosmosie rozległych łąk. Czas jednak biegnie swoim tempem i ten jego upływ widać na kozibrodziej głowie. Słowo „zmiana”