Szum trzcinowych masztów kończył się wraz z odchodzącym na zachód wschodnim wiatrem. Odchodziło też ciepło, które jeszcze w dzień wydawało się być rzeczywistością. Po tafli Jeziora Wielkowiejskiego wędrował już jesienny chłód. W świetle zorzy zapadały w trzciny pliszki siwe wzmacniając
Wiadra, przyczepy, traktory, grzyby, rykowisko, ludzie w moro, auta. Nieszczęście września polega na tym, że wszyscy chcą coś z lasy wynieść. Chrustu już nie ma przecież. Zatrzymałem się na chwilę w poszukiwaniu chrząszczy i od razu zobaczyłem pięciu braci syjamskich.
Kiedy do głowy przychodzą zajęcia terenowe z botaniki na pierwszym roku, to czas staje się bardziej uśmiechnięty. Radosne buzie młodych adeptów biologii, zapatrzone w zakochanych w botanice ćwiczeniowców i wykładowców – Zygmunta Dajdoka, Zygmunta Kąckiego, Edyty Goli, Wandy Wilczyńskiej, Teresy
Zmiany w środowisku są tak drastyczne, że bez pomocy człowieka w wielu miejscach płazy skazane są na wymarcie. Na szczęście jest trochę dobrych przykładów. Na fotografii larwa traszki grzebieniastej, rozwijająca się w odnowionym oczku wodnym. W Wielkopolskim Parku Narodowym odtwarza
Cały ten brud, wojny, zachłanność i kakofonię z mediów, gdzie słychać głosy jak to każdy chce dobrze i jak ma wyglądać świat, można zasłonić mgłą. Zostawić za sobą całą głupotę świata. I patrzeć jak zwykły las z jednym innym drzewem
Dziupla to rzecz święta! Zaglądam ostatnio do różnych takich świątyń przyrody, w różnych drzewach i z radością spotykam ich strażników. Tu pilnuje dziupli pachnica dębowa, choć to kasztanowiec. Tam wchodzi kwietnica okazała, choć dziupelka maleńka jak na okazałego owada! Umknęła
Szła już noc, szaro, prawie nic nie widać i nagle ciemna sylwetka kołuje nad łąką. Może zapadnie na noc, a może jeszcze poluje. Zieleniejąca po deszczu łąka kipi świeżością a umyte lnice dodają słonecznej żółci. Skraj miesza się z fioletem
Przyzwyczailiśmy się do braku deszczowych dni. Boćki szybko odlatywały w tym roku i leciały ku Afryce. Dobra termika, pozwalała im na długie szybowanie. Nagły deszcz, tak bardzo nam potrzebny, zatrzymał boćka na chwilę. Uzupełni zapasy, bo po deszczu wypełzły dżdżownice
Ciężkie, namoknięte pióra utrudniają latanie. W końcu przyszedł tak bardzo wyczekiwany deszcz. Zmył kurz, zmył trochę szarości, choć to zobaczymy gdy wróci słońce. Deszcz namoczył też pióra bielikom. Padał na nie całą noc i wszystkie pióra dokładnie się wyprały. Rewirowy
Trzystuletnie dęby to spore osiągnięcie w naszych warunkach. Chylą się wtedy wolno ku starości. Ich wielkie ciała, pachnące wewnątrz dobrym miodem zaczynają mieć coraz większe zmarszczki kory. Powykręcane stawy wielkich ramion i dłonie skierowane ku górze, wolno zaczynają opadać. Reumatyczne