Właśnie ta Łąka, umiera na naszych oczach. W zasadzie już nie żyje. Zaczęło się od wycinki drzew, gdy wycinać każdy mógł, by wyciął deweloper bez skrupułów las nad morzem. Minęło, gdy wszyscy załatwili co załatwić mieli. Potem był glifosat pierwszy.
Zza ciężkiej czarnej chmury przebijały się iskierki rozgrzanego reaktora słonecznego. Jakieś czaple wracały do czaplińca w dolinę Odry, a w czarnym już od jeszcze „nienocy” lesie rozszczekał się kozioł. W pobliskim trzcinowisku ktoś włączył kilka brzęczek i trzciniaki, których głos
Wiosna w kratkę serwuje nam tego roku takie amplitudy temperatur, że raz jesteśmy na biegunie, raz na równiku. Emocje wokół pogody rosną, a rzepak kwitnie. W wielu miejscach ten siarkolubny gatunek kapusty już przekwita, a szkoda. Rzepak szybko uświadamia upływ
Płazy budzą mieszane reakcje u oglądających. Jedni się zachwycają, inni wręcz brzydzą. Ja należę do tych pierwszych, z dodatkiem plus. Sezon rozrodczy u kumaków rozciąga się na kilka miesięcy, a tym samych ich melancholijne, acz głośne z bliska głosy, budują
Ostanie przymrozki zmieniły kwiatowy krajobraz. To co się jeszcze ostało, przyciąga spragnione nektaru owady. Tam gdzie glicynia zachowała trochę kwiatów, tworzy się kolejka zapylaczy. Pszczoły miodne, kruszczyce, różnej maści mniejsze błonkówki a nawet osy, wszyscy chcą nadrobić chłody ostatnich dni.
Zimno, przymrozki i on. Zatrzymany w bezruchu. Zatopiony w chłodzie biegnącej wiosny. W pobliżu martwego drewna, gdzie kręciły się już zadrzechnie fioletowe, pewnie szukał sposobności by złożyć w pobliżu jaja, choć nie wiem czy to samica czy samiec. Rzadki chrząszcz,
Szczekał, szczekał, biegał, biegał. W społecznym rezerwacie przegonił konkurentów. Znów biegał, znów szczekał. Jadł. Po czym szedł w moim kierunku, w Dniu Ziemi, położył się na ziemi i wstąpił w niego leń, na tej ziemi. I leżał. Jak większość ludzi
Świat między początkiem października a końcem kwietnia wydaje się być jakiś taki jednolity. Trochę powyżej zera, trochę słońca. Ani to zima, ani wiosna, może trochę jesień. Łabędzie krzykliwe jak były na polach jesienią, tak też dzieje się i w kwietniu.
Wokół ziąb, chłód, mżawka i przeszywający wiatr. Szaro. Na oziminie jest jednak cieplejsze miejsce, które swoją energią parzy w palce wchodzące na nie żurawie. Coś dzieje się miedzy nimi i zaczynają tańczyć, skakać, okręcać się. Młodszy uczy się od starszego.
Wręcz frasobliwy. Czym się smuci? O czym myśli? Nie wiem. Pewnie mu w głowie wiosna, bo drugi siedzi za miedzą. Wiem o co mógłby się martwić, a może nawet o co powinien. Z pewnością o zanikanie miedz, o znikające zadrzewienia