Jakoś w tym bezkresie upadłych liści, tej ferii pastelowych kolorów, w której inność czuje się jak w więzieniu, przytłoczony byłem zachwytem nad jesienią, który leje się z każdej strony. Może w tym przytłoczeniu złotą polską było trochę strachu o efemeryczność
W buczynie, pod bukiem starym, stary krasnoborowik ceglastopory wydzierał się swoją krasną barwą. Stary już, rumiany na bokach, ale ciągle w pełni sił, królował w swoim lesie. Wznosił się ponad rudością jesieni i szorstkością łupin bukwi. Chyba nie bardzo wierzył,
Widzisz go z daleka, obcy taki, dziki, leży na skraju lasu. Myślisz sobie, przecież zaraz ucieknie, pójdzie sobie, zniknie. Jednak przekora, która bywa drugą naturą człowieka pcha cię w jego stronę. Jeszcze metr, może do krzewu trzmieliny. Może skrajem lasu.
Powiesz to tylko Listek. Przejaw bujnego lata, nabrzmiały kwiecień, maj, czerwiec, lipiec, sierpień, wrzesień, październik… Zwłaszcza lipiec, sierpień, wrzesień i październik, kiedy był już ukształtowany i cały swój magnez uruchamiał do zbierania energii. Gubił się w zielonej zieleni lata i
Nie, nie dziś nie będzie o „Czarnoksiężniku z Krainy Oz”. Nie będzie zatem po małej Dorotce z Kansas, której domek porywa tornado do zielonej krainy. Choć, każdy z nas może sobie wyobrazić swoją zieloną krainę, w której być może jest
Wstąpiłem na chwilkę do czarnego lasu. Ciemno, prawie noc, szkliły się jedynie odwrócone talerzyki porcelanowe. Schły na porcelanowych nóżkach, choć ciągle spływała z nich płynna porcelana. Jakby jakiś ceramik wyciągnął z pieca swoje małe działa sztuki. Zresztą po angielsku to
Tak wiem, nie wolno używać telefonu podczas jazdy. Zatrzymałem się jednak, by szybko, telefonem zarejestrować tę parę. On zbliża się wolno ku jesieni. Ona ciągle żyje w wiośnie. Między nimi granica nie do pokonania. Niebezpieczna krajówka. Wokół mgła. To nic,
Jeszcze kilka tygodni temu pąk kozibrodu otwierał swe żółte płatki, by zabłysnąć malutkim słoneczkiem. Zagubiony w zielonej trawie był małą gwiazdą w kosmosie rozległych łąk. Czas jednak biegnie swoim tempem i ten jego upływ widać na kozibrodziej głowie. Słowo „zmiana”
Niepozorne, gdzieś w lesie a jednak niezwykłe! W Wielkopolskim Parku Narodowym w takim oczku śródleśnym traszki grzebieniaste znajdują tu miejsce do rozrodu. Potrzebują wody. Szukając wodnych chrząszczy napatrzyłem się na traszki, ale nie na chrząszcze. Tak czy inaczej woda w
Gwiazdy gdzieś za chmurami, jakby nocy żałował ktoś dla patrzących. W uszach sączył się jeszcze Gotan Project, kiedy gołe stopy dotknęły mokrej łąki. Daleko od ludzi, od świata sączącego się z błękitnych ekranów, które rozświetlały mijane wcześniej domy. Wszyscy zamiast