Zlatują się z okolicy. Trochę popływają, trochę się ochlapią i trochę napiją. Potem moczą się się godzinami zanim polecą pożerować na pobliskie pola. I tak to nielęgowe życie mija. Wokół zieleń pół i czerń ich ziemistej wanny. Czasem coś burkną,
Nie trzeba stu źdźbeł, by nazwać coś trzcinowiskiem. Wystarczy jedno na którym usiądzie trzciniak i ogłosi, że to jego kawałek trzcinowiska. Głośny, charakterystyczny, majowy. Te jego ryby, ryby, raki, raki rozchodzą się po okolicy na cały głos i ubarwiają niezwykłym
Nie ma znaczenia czy latem czy zimą, czy jak wczoraj wiosną, obserwacje bielików nad Odrą zawsze pozostają na dłużej w pamięci. Ten sam ptak poza rzeką traci atrybut królestwa. Natomiast bielik na szczycie topoli, usychającym konarze wielkiego dębu staje się
Z tego drzewa, z tamtego i jeszcze tu, i z dziupli w wierzbie, i w szczelinie w starym dębie, i z trawy, z brzegu zbiornika, z bagna. Słychać domagające się młode. Cichsze, głośniejsze, głodne. Domagają się ciągle pokarmu i muszą
Z przepastnej tajgi, zasypanej śniegiem po pierśnicę drzew wyszedł on. Wielki głuszec, którego rodzina w Polsce ledwo zipie. On, ten tajgowy kogut. Tam gdzie nie ma tłumów, głuszec nie bardzo musi się przejmować ludźmi. Wystarczy wyskoczyć na chwilę, po garść
Nie wiem czemu, ale każde moje spotkanie z dzierlatkami przywołuje Ulicę Krokodyli Bruno Schulza. Miałem zawsze wyobrażenie, że ten ptak towarzyszył furmankom, z których sypał się obrok dla koni, a te małe duszki korzystały z tego co się usypie. Pewnie
Czas lęgów zbliża się wielkimi łapami. Łabędzie krzykliwe, te które są już w parach, patrolują swoje rewiry, przesiadują na wybranych rozlewiskach i zapewne przymierzają się do lęgów. Przy okazji głośno reagują na inne łabędzie. Czasem oblatują rozlewiska na łąkach. Może
Nad moim domem, każdego dnia leci sporo gęsi. Rano w jedną stronę, wieczorem w drugą stronę a w dzień w każdą stronę. Lecą i krzyczą. Czasem jedna, jakaś zagubiona drze się podczas lotu, jakby chciała usłyszeć głos naprowadzenia na pole
Zima potrafi oczarować. Są takie chwile, tuż przy dnie lasu, kiedy mimo szarości i tych podhalańskich, wisielczych wiatrów można zatrzymać się na dłużej, niż na te chwile z początku zdania. Czarki, bo to właśnie one potrafią oczarować, są jak rubiny
Wieje wiatr, fińskie przewody energetyczne bez lekkości kiwają się na wietrze, a chmury ktoś wysłał na Berdyczów. Z oddali kowalik już śpiewem oznacza rewir, a dzięcioły nie chcą czekać do marca i mocno werblują na suchych kikutach. Trudno usiedzieć przy