Nie wiem dlaczego, ale na wielkim polu maków, moje myśli poleciały do dzielnicy La Boca w Buenos Aires i odtworzyły mi się obrazy, których nie da się zapomnieć. Na progach kamienic stały duże głośniki, a tuż przy progu tancerki tańczyły
Kiedy z bocianiego gniazda dobiegają klekociki, chichoty, gulgoty i takie odgłosy jak z głodnego żołądka to znak, że można już zajrzeć do podwórkowego gniazda i policzyć pisklęta. Oczywiście do lotności mają jeszcze niecałe dwa miesiące, ale ciekawość mnie zżerała od
Jeśli masz nocą oczy szeroko otwarte, to w dzień warto je nieco przymknąć i patrzeć na świat spod oka. Warto też skorzystać z lekcji kamuflażu i zabunkrować się w jakimś iglaku, tak aby Cię te drobne ptaszki szybko nie dostrzegły
Mam wrażenie, że te żółwie ozdobne mnie prześladują. Idę wzdłuż fosy we Wrocławiu – RZUF. Jestem nad starorzeczem odrzańskim – RZUF. Spacer w Brodnicy – trzy RZUFy! Przydrożny bar nie wiem gdzie – RZUF w akwarium. Co tam czerwnonolicy, różne
Czas muchołówek! Tym razem tych smutniejszych czyli żałobnych. Byłem dziś w Brodnickim Parku Krajobrazowym i już na początku, wchodząc na teren Dyrekcji Parku, przywitał mnie głośny śpiew samca muchołówki żałobnej. Nadskakiwał, puszył się, trzepotał skrzydełkami, ale przede wszystkim był głośny.
Są oczy i są oczy. Te akurat widzą więcej. Jej mądrość i czujność mnie ujęła. Kiedy szli ludzie, spokojnie skubała trawę nad leśnym stawem, a wraz z nią drugi rodzic i dwójka podrośniętych piskląt. Choć oczy latały w prawo i
Potrząsał mokrą głową na brzegu śródleśnego stawu. Małe krople wody rozpryskiwały się niczym serduszka w dzwoneczkach i grały jakąś stawową melodię przypominającą deszcz. On silny, dobrze wybarwiony z pięknie wykształconym guzem nad dziobem. Oglądanie takiej tryskającej zdrowiem twarzy przynosi radość.
Pomyślałem sobie, jakie to szczęście widzieć jeszcze sasankę łąkową na Dolnym Śląsku, po czym pomyślałem sobie, jakie to nieszczęście patrzeć na ostatnie okazy sasanki łąkowej na Dolnym Śląsku. Trochę rozdzierany emocjami, wiem że pastwisk na tak zwanych „górkach” już nie
Wiem, że tym razem była prawie w całej Polsce, ale dla mnie zaświeciła w Dolinie Łachy. Nad domem, nad łąką, nad rzeką. By uciec od świateł rzeczywistości przeniosłem się do jednego z naszych społecznych rezerwatów. To była inna zorza niż
Odszedł Jan Ptaszyn Wróblewski. Człowiek, od którego uczyłem się jazzu. „Trzy kwadranse jazzu” w wolnej Trójce były dla mnie bramą do świata instrumentalnych doświadczeń i emocji. Jego spokojny głos prowadził mnie przez synkopowane utwory i przez biografie niezwykłych ludzi, których