Czas jesiennej kanikuły. Nikt nie myśli o wysiłku rozmnażania. Tylko połów, suszenie skrzydeł, połów i długie nocy do rozmów o stanie świata. Gulgi, szepty, ochrypłe zawołania. Język nadrzecznych rozważań. Dobry ciepły dzień, suche skrzydła, żołądek po brzegi. - Co dziś jadłeś?
26 listopada, data jak każda inna. Jedyna różnica jest taka, że pod moim ulubionym dębem ciągle rosną kurki. Małe stadka tych grzybów rozświetlały dno lasu i gramoliły się z dębowych zapisków z lata na listach opadłych z drzewa. Fenologia pojawu
Ceik, bo ten właśnie motyl ogrzewał się dziś w promieniach słońca. W nadchodzącej szarości listopada to taki ceik może być jak lampa naftowa w dawnych czasach. My obserwujemy najczęściej motyle od ich wierzchniej strony. Tej wyraźnej, pięknej. Taki ceik jak
W ramach leczenia nagłego przeziębienia zobaczyłem film „Kursk”, który kolejny raz obnażył niedemokratyczne sposoby zarządzania państwem. Mimo wielkiej roli admirałów, jak widać w reżimowych państwach i tak się nikt nie liczy z ich zdaniem. Decyzje mimo, że głupie podejmuje zawsze
Horyzonty, odległości, przestrzenie. Drogi, których nie widać. Szlaki na chwilę. To świat ptaków przelotnych. To świat jesiennych wędrówek. Jeszcze w noc, jeszcze gdzieś tam na miejsce. Na noc. Do siebie mimo, że u kogoś. Czas podróży nieśpiesznej. Taki jesienny odpoczynek
Być może Tove Jansson miała okazję oglądać kometę nad skandynawskim niebem i przelać swe obawy na bohaterów z jakże cudownej Doliny Muminków. Patrzyłem dziś na zachodnie niebo, w uszach miałem Felicjana Andrzejczaka i jego Noc Komety. W głowie Krzysztofa Kowalewskiego
Mam w głowie kilka światów. Światów małych miast, miasteczek, rynków, starych kamienic. Świat Drohobycza, który Bruno Schulz nakreślił w Sklepach Cynamonowych. Świat Drohobycza, który widziałem własnymi oczami kilka latem temu, gdy szukałem świata Schulza. Świat Goniądza ze sklepikiem gdzie kupuję
Rzadko wyłażą ze swych ciemnych, podziemnych korytarzy, które drążą swoimi wielkimi lemieszami w poszukiwaniu czegoś do schrupania. Głodne, ogromne stwory. Nie przepada za nimi ogrodnik, działkowiec, trawnikarz… Generalnie to The Stwór. Osobnik znikąd. Ma jednak coś z Wieniawskiego, Paganiniego i
Przez lata go nie widzisz, a jeśli widzisz to gdzieś daleko, daleko. Tym razem jednak borowikowiec tęgoskórowy pojawił się w dolinie Łachy. Na przestrzeni kilku metrów kwadratowych, aż sześć owocników tęgoskóra cytrynowego miała towarzysza podróży w tym jakże strzępkowym świecie.
Dziś szukam go z wielką ciekowością i emocjami. Kiedyś był zmorą na wsi. Wszystko przez gitaginę! To taka trująca saponina, która zepsuć może nie jedno ciasto. Zepsuć to mało powiedziane. To mocna trucizna. Kiedyś, gdy było sporo kąkolu w zbożach,